Rozstrzygnięto konkurs plastyczny o profilaktyce uzależnień – Stop Narkotykom

Protokół z posiedzenia Komisji Konkursowej Konkursu Plastycznego o profilaktyce uzależnień – Stop Narkotykom

Komisja w składzie:
Elżbieta Nazarczuk – koordynator Gminnego Programu Przeciwdziałania Narkomanii na terenie Gminy Bełżec
Marcin Braumberger – Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Bełżcu
Wojciech Stepaniuk – dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Bełżcu

Postanowiła przyznać: I miejsce Anicie Wielgosz z klasy I a (nagroda w postaci namiotu turystycznego), II miejsce Pawłowi Krajewskiemu z klasy I a (nagroda w postaci plecaka turystycznego i śpiwora) i III miejsce Milenie Szumskiej z klasy II a (nagroda w postaci plecaka turystycznego i latarki).

Na konkurs wpłynęło 41 prac. Kilka z nich nie spełniło wymogów konkursowych. Nagrody wręczone zostaną podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego.

70 rocznica napadu na pociąg Bełżec – Lwów przez bandytów z UPA

16 czerwca 1944 to jeden z wielu tragicznych dni w historii Bełżca i okolic. Jest czwartek, wczesny ranek. Wielu mieszkańców Bełżca i okolic gromadzi się na bełżeckiej stacji, by zdążyć na pociąg do Lwowa. Pociąg stoi przy jednym z peronów, zapełnia się podróżnymi. Zbliża się godzina odjazdu. Zachariasz Procyk z Żurawiec ma tego dnia służbę. Z zawodu jest maszynistą i to on za moment poprowadzi pociąg do Lwowa. Pociąg, w którym wielu podróżnych jedzie, mając nadzieję na załatwienie swoich spraw i szczęśliwy powrót do domu. Jadą dzieci, dorośli i starcy…

Nadchodzi czas odjazdu. Dyżurny ruchu podaje sygnał. Zachariasz Procyk zwalnia hamulce i lokomotywa wraz z wagonami powoli zaczyna toczyć się po szynach. Nic nie zapowiada tego, że za 10 minut dojdzie do niewyobrażalnej tragedii, której sprawcami będą bandyci z UPA… O tym co się za moment stanie wie maszynista Zachariasz Procyk, bo jak się okazało, był on w zmowie z bandytami z UPA. Miał zatrzymać pociąg w umówionym miejscu…

Pociąg opuszcza Bełżec i wjeżdża do pobliskiego lasu. Po przejechaniu kilku kilometrów nagle zwalnia i zatrzymuje się nieopodal wsi Zatyle. Do pociągu wsiadają bandyci z UPA.

Podróżnym polecono wysiąść z wagonu na prawą stronę. Pasażerów narodowości polskiej oddzielono od reszty i mężczyzn natychmiast rozstrzelano. Kobiety z dziećmi leżały w tym czasie twarzami do ziemi w drugim miejscu. Jadwiga Hopko słyszała, jak uśmiercani strzałami padali na ziemię. Pomyślała wówczas o zostawionych w domu dwu małych córeczkach. Poderwała się z ziemi i zaczęła uciekać. Pobiegł za nią Ukrainiec. Las w pewnym miejscu przecinał niewielki potok, przy którym rozciągało się bagnisko. Wpadła do wody i skryła się pod krzakami. Ukrainiec zauważył ją. Strzelił do niej. Uznał, że ją zabił, lecz ranił ją tylko w rękę. Po rozstrzelaniu mężczyzn bandyci UPA rozpoczęli rozstrzeliwanie kobiet i dzieci.

Po zakończeniu akcji bandyci UPA pozbierali pozostawione przez podróżnych bagaże i odeszli w las, w stronę Zatyla. Pociąg odjechał. Wśród tych, którzy nie zostali przez Ukraińców zabici był Józef Mamczur, z zawodu kolejarz. Po przybyciu do Rawy Ruskiej powiadomił telegraficznie naczelnika stacji w Bełżcu o tym co się stało. Grupa kolejarzy, wśród których był Mieczysław Wołoszyn, Mieczysław Molenda, Józef Forlański i jego brat Stanisław oraz inni, postanowiła udać się w kierunku, z którego wcześniej słyszano strzały. Udało im się też namówić dwóch niemieckich żandarmów, by i oni się też tam udali. Kolejarze pobiegli torami, a Niemieccy na motorze pojechali szosą i leśną dróżką dojechali na miejsce. Zobaczywszy efekty ukraińskiej akcji nie zatrzymywali się tam zbyt długo i powrócili do Bełżca.

Na miejscu akcji UPA pełno było trupów, przy czym ciała pomordowanych mężczyzn znajdowały się w jednym miejscu, a część ciał kobiet leżała pomiędzy drzewami na uboczu.

Wśród pomordowanych znaleziono ciało Ludwika Hopko i Kazimierza Antoniego Forlańskiego. Wśród zabitych odnaleziono też kobietę z Tomaszowa Lubelskiego, która żyła. Początkowo sądząc że to są Ukraińcy, nie dawała znaku życia, ale dopiero po chwili poruszyła się, wstała i odeszła. Zofia Kozak zauważyła w pobliżu torów siedzącą pod drzewem kobitę. Stali przy niej i rozmawiali z nią kolejarze. Obok tej kobiety leżało martwe dziecko. Kobieta miała spuchnięte nogi, przykryte gazetą. Obawiano się ponownego nadejścia Ukraińców. Rannych, wśród których były cztery kobiety i jeden mężczyzna, kolejarze odprowadzili do szosy. Od strony Lubyczy Królewskiej nadjechał niemiecki samochód. Zatrzymano go i poproszono o zabranie rannych.

Na miejsce rzezi wraz z miejscowym Landratem, przyjechał z Tomaszowa Lubeslkiego dr Wincenty Jabłoński licząc na to, że wśród rannych odnajdzie swojego siostrzeńca.

Wiadomość o akcji UPA pod Zatylem szybko się rozeszła po Bełżcu. Z miejsca akcji przybiegła zszokowana kobieta, która się uratowała i chaotycznie opowiedziała co się stało pod Zatylem. Do punktu sanitarnego PCK przywieziono Jadwigę Hopko, której zrobiono tam prowizoryczny opatrunek nim odwieziono ją do szpitala w Tomaszowie Lubelskim. Przybycie kolejarzy, oraz innych osób, które były w lesie i widziały następstwa ukraińskiej akcji pod Zatylem, dopełniło swego. Mieczysław Wołoszyn zaczął organizować wyjazd po ciała zabitych. Wzięto dwa wózki kolejowe i złączono je razem, a na nie położono deski i tak udano się na miejsce. Na miejsce napadu udali się: Albin Ostrowski, Aleksander Nowosielecki, Edward Łuczyński, Adolf Skiba, Antoni Zarzycki oraz inni. Przybył tam też Mieczysław Obalek z Heleną Kuśmierczak. Na miejscu był już dr Wincenty Jabłoński z Tomaszowa Lubelskiego. Byli tam z nim inni.

Ciała pomordowanych poznoszono do torów i złożono na wózki. Następnie przywieziono je do Bełżca. Koło stacji rodzina Kazimierza Antoniego Forlańskiego zabrała jego ciało. Zabrano też ciało Ludwika Hopko. Pozostałe zawieziono dalej i nieopodal kościoła ciała pomordowanych z wózków zdjęto i poukładano przy drodze prowadzącej na cmentarz. Tam rodziny mogły rozpoznawać zabitych.

Rodzice Janiny Chmielewskiej zabrali jej ciało do domu. Do innego domu stojącego, zabrane zostało ciało Pawła Cimermana, który pochodził z Rzyczek k. Rawy Ruskiej.

Do Bełżca przybywali też mieszkańcy okolicznych miejscowości w poszukiwaniu ciał swych bliskich i znajomych. Najwięcej przyjechało z Tomaszowa Lubelskiego

Do Narola wiadomość o ukraińskiej akcji pod Zatylem dotarła wraz z przybyciem tam Cecylii Wolańczyk, która pod zwałami trupów szczęśliwie przeżyła i słyszała jak Bronisława Grzesik prosiła znajomego Ukraińca, który był w szeregach UPA, by jej nie zabijał. Fakt ten wywołał wiele kontrowersji. Piotr Sitarz i Paweł Zuchowski zaprzęgli konie, zabrali trumnę i pojechali do Bełżca, skąd przywieźli ciało Józefy Pospiszyl. Trumnę ze zwłokami Józefy Pospiszyl pozostawiono na ganku u Piotra Sitarza. Razem z Piotrem Sitarzem i Pawłem Zauchowskim jechał też swym wozem Bronisław Szumilak, który z Bełżca przywiózł ciało swego kuzyna. Z Bełżca przywieziono też ciało Bronisławy Grzesik. Schodzili się też mieszkańcy Narola. Janina Symenowicz i oglądając ciało Bronisławy Grzesik zauważyła, że miała ona przestrzelone nogi głowę. Wzrok jej przykuła też głowa Józefy Pospiszyl, która była roztrzaskana.

Również w Tomaszowie Lubelskim o akcji UPA pod Zatylem powszechnie się mówiło, bo wśród pomordowanych byli też mieszkańcy tego miasta.

Wiadomość o ukraińskiej akcji UPA pod Zatylem jeszcze tego samego dnia dotarła do Tomaszowa Lubelskiego. Pod wieczór przywieziono furmankami ciała pomordowanych. Do jednego z domów przywieziono ciała aż trzech dziewcząt. Były to Helena Machlarz, Władysława Malec oraz jej siostra Katarzyna. Ciało Heleny Machlarz wniesiono do domu i położono na stole. Umyto je i rany zabandażowano, a następnie włożono do trumny.

Do trumien złożono też ciała innych osób, jak też tych, które, w następstwie odniesionych pod Zatylem ran, zmarły w tomaszowskim szpitalu.

Pogrzeb odbył się 17 czerwca 1944 roku. Trumny ustawione zostały we wnętrzu niewielkiego kościoła parafialnego pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Panny Maryi. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w godzinach popołudniowych. Zgodnie z miejscowym zwyczajem poproszono, by trumny białe wzięli młodzi, a czarne dorośli.

Kondukt pogrzebowy otwierał niesiony przez chłopca krzyż, a za nim szły dzieci i młodzież z kwiatami i wieńcami. Następnie szły siostry zakonne i księża. Mężczyźni i kawalerowie nieśli na swych ramionach trumny. Szli całą szerokością ul. Kościelnej. Niesiono po trzy trumny w jednym rzędzie. Rzędów było pięć.

Całość obrzędu pogrzebowego była fotografowana a kondukt pogrzebowy, po przejściu ul. Kościelną i Rynkiem, przeszedł długą ul. Zamojską i skierował się na teren Nowego Cmentarza, gdzie ostatnie modlitwy nad grobami odprawił tomaszowski wikary.

Pogrzeb w Bełżcu odbył się w niedzielę 18 czerwca 1944 r. Z domu, w którym mieszkali rodzice Janiny Chmielowiec, wyszedł jeden kondukt pogrzebowy. Zofia Pępiak i Stanisława Brogowska niosły dwie białe chorągwie. Trumnę niósł Andrzej Komadowski. W pogrzebie uczestniczył też Bronisław Słowik, bliski kuzyn Janiny Chmielowiec oraz inni. Na skrzyżowaniu dróg koło gorzelni zetknięto się z drugim konduktem pogrzebowym, który też wyszedł z tej części Bełżca, stąd znów wyniesiono trumnę ze zwłokami Pawła Cimermana i tu też dziewczęta niosły dwie białe chorągwie. Trumny wniesiono do kościoła.

Obowiązki proboszcza rzymskokatolickiej parafii w Bełżcu pełnił wówczas o. Ireneusz Kmiecik, a organistą był tam Michał Stapiński. Na pogrzeb przybyło sporo ludzi, również z Tomaszowa Lubelskiego, a wśród nich był też i Zygmunt Ślepokura, który niósł trumnę. Na cmentarzu trumny ustawiono rzędem, jedna przy drugiej, przy czym jako pierwsza postawiona została trumna ze zwłokami Janiny Chmielowiec. Obok niej postawiono trumnę ze zwłokami Ludwika Hopko, a za nią ustawiono następne. Kiedy trumny zaczęto już spuszczać do grobu rozległy się głosy od strony torów by się wstrzymać. Jak się okazało przyjechali ludzie ze Lwowa i szli od stacji. Odbito wieko jednej trumny i zobaczyli jeszcze ciało bliskiej sobie osoby, która również zginęła pod Zatylem.

Dokumentację ludobójstwa pod Bełżcem, którą macie Państwo okazję oglądać, zawdzięczamy wywiadowi Armii Krajowej. Kilkadziesiąt minut po dokonaniu zbrodni na miejsce dotarł Porucznik Tadeusz Żelechowski wraz z żołnierzami. Był wśród nich również Wojciech Iwulski, fotograf z Bełżca, który na polecenie Żelechowskiego wykonał kilkadzisiąt fotografii tej niewyobrażalnej zbrodni.

Działo się to 70 lat temu – 16 czerwca 1944 roku. W związku z rocznicą, w niedzielę 15 czerwca br., Urząd Gminy Bełżec wraz z Gminnym Ośrodkiem Kultury zorganizował uroczystości rocznicowe. Uroczystości rozpoczęły się złożeniem wieńców w miejscu mordu na Zatylu. Potem nastąpił przejazd do Bełżeckiego Kościoła. Tam odprawiona została msza za pomordowanych, której przewodniczył ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski. Specjalny program przygotowali ucznowie bełżeckiego gimnazjum. Wystąpił również zespół złożony z funkcjonariuszy Straży Granicznej – „Na Granicy”. Gminny Ośrodek Kultury w Bełżcu przygotował w bełżeckiej Cerkwi specjalną wystawę zdjęć z miejsca mordu, które

Na uroczystości do Bełżca przybyli przedstawiciele marszałka i wojewody lubelskiego, Starosta Tomaszowski – Jan Kowalczyk, przewodniczący Rady Powiatu Jan Dawidowski, sekretarz Starostwa Powiatowego w Tomaszowie Lubelskim – Stanisław Cisło, przewodniczący Rady Gminy Bełżec – Kazimierz Marynicz oraz wiceprzewodniczący RG Bełżec – Wiesław Wielgosz, sekretarz Gminy Bełżec – Alicja Kopczan, skarbnik Gminy Bełżec – Jolanta Malec, wójtowie gmin: Andrzej Adamek – wójt Gminy Bełżec jako organizator, przedstawiciele Straży Granicznej, Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Lubelskim, Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Lubelskim oraz przedstawiciele Polskich Kolei Państwowych.